Zadowolenie partacza czyli zyski ze słuchania Chopina.

Witamy, witamy, szanownych czytelników. Mamy tu znowu coś o psychologii gracza ale tym razem z cyklu Rozważań Mniej Niepoważnych, coś na kształt kazania dla grzeszników.

piano

Flickr (.ygor)

Przez ostatnich kilka tygodni można było posłuchać młodych pianistów uczestniczących w konkursie Chopinowskim, co prócz wrażeń czysto estetycznych dało mi, drodzy parafianie, przyczynek do tegoż szkicu. A głównie to za sprawą konfrontacji krytycznych opinii znawców i opini samych pianistów o swoich występach.

Przysłuchiwałem się opiniom jednych i drugich, i miałem to dziwne uczucie, że ten rozdźwięk pomiędzy samowiedzą uczestnika a spojrzeniem krytyka jest mi jakoś znajomy.

Pianista: “Grało mi się świetnie, z początku bylem trochę zdenerwowany ale później niosła mnie muzyka”
Krytycy: “Nie wiem jakim cudem dotarł do tego etapu. Bardzo przykre ale była to muzyczna magma. Barbarzyństwo.”

Pianista: “W pewnym momencie miałem drobne problemy ale sądzę, że zaliczyłem świetny występ”
Krytycy: “Nie wiem jak okreslić to czego byliśmy świadkami. Brak podstawowego pojęcia o granych formach, brak synchronizacji z orkiestrą. Najlepiej chyba pominąć ten występ milczeniem.”

Znacie? Znacie. Z życia wzięte:

- Co to za ruch? – pyta 4dan, krytycznie wskazując na zagranie w rogu ( na marniutki trójkąt).
- To jest honte – pada nie znosząca sprzeciwu odpowiedź od gracza 1kyu.
- Aha… – kapituluje 4dan.


I moje ulubione, powtarzające się do bólu:

- Mam świetną grę. Popatrz.
- To? To nie jest nawet dobra gra. Tu błedy w joseki, tu w czytaniu a tu w kierunku gry – same błedy.
- No, ale wygrałem!

Poznajecie? Jasne, że tak.

Nie ma w tym żadnej reguły, żadnej zasady wskazującej kto ma mniejsze pokłady samowiedzy i pokory.  Zjawisko zdaje się być powszechne, dotyka płeć nadobną jak i tę drugą. Grzeszą w tym i gracze błyskawicznie robiący 1d i tacy, którzy po latach gry wciąż trwają przy dwucyfrowym kyu. Ale mam tu dla was dobrą radę – chcecie być zadowoleni ze swoich “umiejętności”? Nie pokazujcie swoich partii.

Dwie drogi

Flickr (TheTruthAbout)

Ciaglę mnie to zadziwia – skąd się to bierze? Z jakich rejonów umysłu wylewa się to upośledzenie percepcji? Wybaczcie trochę tej czerstwej teorii poniżej, ale wydaje się, że niektórym warto o tych banałach wspomnieć.

Partia go to zespół abstrakcyjnych problemów, a nie seria emocjonalnych poruszeń. To racjonalny i logiczny projekt, rozwijający się w czasie. Aspekt estetyczny pominiemy tu, bo wszak bywa składową oceny konkurencyjnych rozwiązań na planszy ale nie jest warunkiem koniecznym tej oceny. Go to kalkulacja i ocena rozwiązań bazująca na konkretach (nawet jeżeli takim “konkretem” jest intuicja). Emocje przeszkadzają w kalkulacjach podobnie jak podczas rozwiązywania problemu matematyczno logicznego, i rzadko kiedy mają sens poznawczy.

Niektórzy o tym zapominają, myląc własną dumę z rozegranej gry, z jej jakością. To, że zwycięskie rozwiązanie na planszy otrzymują emotywne wzmocnienie (u zwycięzcy) to już naturalna cecha naszego układu nerwowego. Ale nie stawiajmy wozu przed koniem. Wpierw mamy pracę własną i naukę (często wpierw zwykłe zapamiętywanie), potem rozumienie, następnie (niekoniecznie) element wzmocnienia emocjonalnego i estetycznego. U naszego tytułowego gracza ( czyli zadowolonego partacza) bywa odwrotnie: wpierw zachwyty nad swoją grą, a analiza i rozumienie są już dlań niekonieczne. Mamy tu odwrócony porządek rzeczy bo emocje wyprzedzają rozum.

Flickr (Hoong Wei Long)

Dla tych wszystkich głodnych uznania powtórzę: wygrana partia nie oznacza Waszej nawet choćby poprawnej gry. Poproście o analizę partii gracza kilka kamieni silniejszego a zobaczycie, moi drodzy, że jakikolwiek powód do dumy ze swojej wiktorii uleci niby sen jaki złoty. Jeżeli silniejszy gracz nie wspomni o partactwie, goistycznej magmie i barbarzyństwie zagrań to tylko przez uprzejmość.

Największym przeciwnikiem z jakim się przychodzi wam mierzyć, i tu nie odkrywam niczego, jeno przypominam, nie jest wasz współgracz tylko wasz brak pokory, wasza buta, i wasze lenistwo a to srogie draby, i ciężkie boje trza z nimi stoczyć, nim się człowiek uszlachetni i dojrzeje niczym dobre wino. Jeżeli wciąż powtarzacie narcystyczne zachwyty nad swoją grą lub butne dziwienie się “jak mogłem przegrać tę wygraną  partię”  to niezawodny znak, że ten zadowolony partacz, tkwiący w was samych, potrzebuje ostrego batożenia.

Na koniec zagadka pedagogiczna nawiązująca do początku tego krótkiego wpisu.

Czym się różni dobry pianista od genialnego?

Dobry pianista zanim będzie usatysfakcjonowany swoim wynikiem pracuje nad danymi kompozycjami dwa, trzy lata. Genialny – dziesięć.

No to tyle, moi drodzy grzesznicy

Wasz Rygorystyczny Padre

4 Komentarzy do “Zadowolenie partacza czyli zyski ze słuchania Chopina.”

  1. Wedle takiego rozumowania prawie nikt z wyjątkiem 9p nie powinien czuć zadowolenia z wygranej gry, bo przecież wszyscy jako amatorzy kaleczymy goban prawie każdym ruchem. Myślę, że zadowolenie z przekraczania swoich własnych granic jest jak najbardziej wskazane. W końcu zdobywanie siły w go to tylko naprawianie błędów i zauważanie kolejnych. I jest to tok zupełnie względny, bo z biegiem czasu okazuje się, ze nasze “naprawienie” błędu okazuje się również błędem, tylko bardziej subtelnym. Z tego wynika, że ciągle popełniamy błędy i zastępujemy je nowymi.

    Brak zadowolenia w każdej partii prawdopodobnie prowadziłby do porzucenia gry lub ciężkiej depresji :) Dlatego też warto się cieszyć z pokonywania małych schodków, ponieważ to motywuje. Jak w łańcuchu pokarmowym – nie powinniśmy się przejmować, że o wiele groźniejszy drapieżnik nas zje, tylko cieszmy się z tego co zjeść możemy =)

  2. Akurat 9p są na straconej pozycji ;), bo kto lepszy im wytknie błędy? Zadowolenie z gry? Jak najbardziej, czemu nie, gorzej gdy komuś to zamyka oczy na własne niedostatki.

  3. Zimmerman mówił, że po jednym dniu nietrenowania czuje się nieswojo, po dwóch dniach słyszy, że jest niedobrze. Po trzech dniach słyszy to także publiczność.

    Szkoda, że od drugiego akapitu zacząłeś pisać o go, a nie o muzyce :)

  4. Bije się w pierś, ale Żadne-ciało-nie-jest-doskonałe(czerstwy żart prowadzącego)

Skomentuj