Poradnik słabego gracza cz.2

Flickr: Iban Nieto (CC)

Część druga paraporadnika słabego gracza – czyli jak pozostać słabym i być z tego dumnym. Na podstawie „Think like a weak player”oraz „Think like a really weak player” znanego wszystkim autora.

Gorący odzew, wręcz setki listów, jakie nasza redakcja otrzymała, po publikacji części pierwszej poradnika dla słabych graczy, dał nam impuls, aby kontynuować nasz cykl. Tym razem postaramy się rzucić okiem na mentalne aspekty tego wyzwania, jakim jest wytrwanie w byciu słabym graczem.

Nie czarujmy się – nie każdy ma predyspozycje do bycia słabym graczem. Techniczne umiejętności to tylko fragment większej całości. Bycie słabym graczem implikuje o wiele więcej zjawisk mentalnych niż tylko prostą abnegację technicznych szczegółów.

W psychologii słabego gracza można wyróżnić kilka ciekawych reguł, które bezwzględnie należy przestrzegać.

Z kim się mierzyć.

Kwestia wyboru przeciwnika nie jest sprawą błahą. Jest to swego rodzaju sztuka, mianowicie piękna sztuka uników. Żaden szermierz długo by nie przetrwał, gdyby na zimno nie potrafił ocenić zawczasu szans na wygraną. Pamiętając o tym, słaby gracz z pietyzmem pielęgnuje poziom już osiągnięty i całkiem rozsądnie uważa za wielkie marnotrawstwo porzucanie swego aktualnego poziomu i orbitowanie w nieznane rejony wyższych umiejętności.

Wybiera on przeciwników co najwyżej równych mu stopniem, silniejszych graczy zaś zręcznie unika. Obawa i stres, jaki odczuwa słabszy gracz względem silniejszego, są wszak jak najbardziej uzasadnione zarówno z ewolucyjnego jak i racjonalnego punktu widzenia.

Słaby gracz dba więc o swe dziedzictwo ewolucyjne, wszak reakcja obronna w postaci lęku czemuś służy, czyż nie?

W swej mądrości unika on zatem zbędnych zagrożeń i wyzwań. Lecz nie lęk przed przegraną gra tu rolę jedynego moderatora. Najważniejsza jest świadomość, że osmoza wiedzy zachodzi niezauważalnie. Kłopot w postaci awansu wisi stale nad słabym graczem niczym miecz na biednym Damoklesem.

Aliści grać? Grać!, mości panowie i panie. Lecz z uwagą i rozmysłem dobierać (słabszych) przeciwników.

Przyjrzyjmy się ocenie swych poczynań.

Kluczowym zda się traktowanie partii przegranych tak jakby nie istniały. Komu nie jest obce pragnienie, by pozostać w dolnej części rankingu jak najdłużej, ten nie drąży i nie analizuje własnych porażek. Z innym podejściem narazi przecież swój jakże szacowny status! Słaby gracz bagatelizuje wcześniejsze ruchy i myśląc o swojej przegranej poprzestaje na stwierdzeniu, że przegrał grę w ostatnim ruchu.

Wszelkie zatem analizowanie całej partii jest sprawą bezcelową. To nie błędny kierunek gry, zły dobór joseki, niepoprawna ocena pozycji, nieumiejętność czytania czy też nieliczenie punktów na planszy przysporzyły wam problemów na gobanie.

Winnym jest ostatni ruch. Czy znajdzie się ktoś, kto odważyłby się zadać kłam tej jakże oczywistej konstatacji?

Siła tradycji.

Pod lupę naszych rozważań warto wziąć również kłębowisko uczuć i postaw jakie znajdujemy w sercu słabego gracza. Jak już wspomnieliśmy, proste odrzucenie technicznej sprawności nie jest wystarczające.

Odpowiednia postawa jak i stosunek do innego graczy są ważnymi elementami gry. W tradycji azjatyckiej relacja mistrz-uczeń jest bardzo silna i jednoznacznie ustanawia kierunek podległości.

Cóż by się stało, gdyby nagle wszyscy początkujący zapragnęli zamienić się miejscami z aktualnymi mistrzami? Azaliż nie byłoby to odwróceniem naturalnego porządku rzeczy? Czyż silni nie są predestynowani do bycia silnymi, a słabi do bycia słabymi? Czyż rewolucja w tym względzie nie byłaby sprzeczna z próbą utrzymania harmoni świata?  Ten tego…  o czym my to… ach, tak, kontynuujmy.

Zawiera się w tym co już powiedziane głęboka sugestia szacunku wobec mistrza. Mistrzuje on bowiem w takim porządku permanentnie, a uczeń ciągle jest li tylko uczniem.

Być może niektórym goistom zda się, że wręcz obowiązkiem słabszego wobec silniejszego jest czerpanie ze studni doświadczenia tego drugiego, iż zdobywanie wiedzy jaką ów posiadł jest dobrą drogą.

Nic bardziej mylnego. Za dawnych czasów mistrz bez ucznia umarłby z głodu. Współcześnie kim byliby gracze zawodowi, gdyby nie ogromna społeczność słabych graczy wspierająca ich i opłacająca. Zatem zarówno w interesie mistrza (czysto egzystencjalnym) jak i słabego gracza (kim byłby bowiem bez mistrza) jest utrzymanie status quo. A i na naszym amatorskim podwórku, odebranie silniejszemu jego statusu senseia jest niczym nieuzasadnionym okrucieństwem. Wstyd, zaprawdę, wstyd to, jeżeli po cichu marzycie o pouczaniu swych nauczycieli.

Poza szacunkiem dla tradycyjnego i nienaruszalnego porządku rzeczy, zwróćmy uwagę na stosunek do innych graczy. Trafnym zda się tu porównanie ornitologiczne, słaby gracz bowiem winien być jak piękny paw. Kroczący pośród innych goistów w godnym naśladowania uniesieniu, gdzie nie wiedza i umiejętności lecz siła czystego przeżywania klęsk swych i zwycięstw definiują jego goistyczną moc.

Szacunek wobec mistrza nie zaślepia go, nie oślepia pragnienie rozwoju. Unika zręcznie pułapek  czyhających w samokształceniu, odrzucając samą ideę pracy nad rozwojem jako partacką i upośledzającą.

Nie ważne jest bowiem aby gdzieś dotrzeć czy nawet zmierzać, lecz aby stać i stojąc tak, podróżować w sposób jakiego nie powstydziliby się mistrzowie Zen ze wschodu.

Duch słabego gracza

Pragniemy na koniec wziąć słabego gracza w obronę albowiem są pewna cechy ducha, które pewni niegodziwcy próbują mu przypisać, nieumiejętnie interpretując stan faktyczny.  Niegodziwcy nazywają to zawiścią, zazdrością czy też brakiem pokory. Lecz my wiemy, że prawdziwy gracz słaby jest istną kopalnią etycznych diamentów. Wspomniane tak małostkowe uczucia nie mają doń przystępu.

Tak więc gdy myślimy o uczuciach jakimi wypełniony jest duch słabego gracza to podstawowym przecież uczuciem jest współczucie wobec tych wszystkich, którzy wokół niego awansowali, tracąc cześć ze swej świętej słabości.

Współczucie to względem innych wynika z predykcji ich ciężkiego losu. Losu silniejszego gracza. A przegrana partia boli słabego gracza szczególnie mocno, albowiem wie, że tym samym skazuje na ambicjonalne męki zwycięzcę. Grymas twarzy u słabszego gracza w takim wypadku, być może i ma coś ze złości ale my wiemy, że to  złość  na los, który pokarał przeciwnika przeklętym zwycięstwem. Mamrotanie pod nosem to raczej mantra na odwrócenie złej karmy  towarzysza, współgracza, miłego mu goisty.  A jakże często spotykana  niezgoda na wytknięte  wady swej gry  to przecież jedynie  ostatnia deska ratunku słabego gracza przed niechcianą, a siłą mu wtłaczaną wiedzą.

Być może nasz drogi, uważny czytelnik znajdzie w tej części trochę paradoksów i treści jakby sprzecznych z codziennym doświadczeniem, jednak zapewniamy, że nie sprzeczności to a komplementarności. Ponadto, jak poucza klasyk, jeżeli rzeczywistość nie zgadza się z teorią, tym gorzej dla rzeczywistości.

Raz jeszcze serdecznie dziękuję za uwagę, z wyrazami uznania dla wytrwałości czytelnika
Wasz prof. Padre

3 Komentarzy do “Poradnik słabego gracza cz.2”

  1. prawda, prawda, czuję się przejrzana na wskroś ;)

  2. Fajny tekst.
    Szkoda, ze tego poradnika nie bylo gdy zaczynalem grac w go :/
    Choc z drugiej strony, na nauke nigdy nie jest za pozno ;)

  3. cóż za piękna apoteoza słabego gracza, otworzyła mi oczy na pewne niedoskonałości, spowodowane chorą ambicją – ale popracuję nad tym gdyż bycie słabym graczem opisywanym w komentowanym poradniku jest ekscytujące

Skomentuj